Z życia pasażera

Komunikacja miejska – coś, za czym chyba nikt nie przepada. Wiecznie tylko duchota, tłok i korki… O wiele wygodniej jedzie się własnym autem, a jeśli lubimy być ekologiczni – rowerem. Niestety, fakt, że mieszkam w okolicy, z której wszędzie daleko, zmusza mnie do częstych podróży autobusem. Sam powrót ze szkoły zajmuje mi co najmniej godzinę, nie mówiąc już o dotarciu do niej. Z moich wyliczeń wynika, że co najmniej 15% doby (podobno ludzie lubią procenty) spędzam siedząc/stojąc/robiąc fikołki. A biorąc pod uwagę fakt, że na nogach jestem ponad 18 godzin, to już 20% mojego dnia.

Ostatnio na ekranach wewnątrz warszawskich tramwajów można obejrzeć parodie użytkowników komunikacji miejskiej. Przedstawieni są oni tu jako „potwory” o zabawnych nazwach. Mamy  więc na przykład panią, dzięki której wiemy, co tam u Jolki i u jej bobasa, który właśnie się uczy robić do nocnika czy też pana, który wyjątkowo lubi fast-foody, w szczególności kebaba, którym zajada się w trakcie podróży, pozwalając w ten sposób intensywnemu zapachowi mięsa polanego tłustym sosem unosić się w całym autobusie. A to tylko dwa typy irytujących współpasażerów.

Innym przykładem będzie polująca na miejsca babcia. Zawsze ma przy sobie ogromne siaty zakupów. Ale nie myślcie, że będzie je trzymać lub postawi przy nogach, o nie! Zmęczone torby też muszą odpocząć. Autobusowa Babcia pod żadnym pozorem nie odstąpi żadnego z dwóch zajmowanych przez nią miejsc nawet kobiecie w dziewiątym miesiącu ciąży. To miejsce jest jej zdobyczą. Ona jeździ tą linią dłużej niż owa dziewka jest na świecie, toż to absurd, by miała jej ustępować miejsca, szczególnie tego, na którym siedzą siatki. Jeśli Babcia Autobusowa nie zagaduje innej babci, lubi wykrzykiwać najgłośniej, jak tylko potrafi, jaka ta młodzież niewychowana i jak własne dzieci wychowują, ucząc takiego zachowania! Jeśli akurat nie ma wolnych miejsc, potężnych toreb używa jako tarana, broni na „niewychowaną młodzież”. Najlepszym wyjściem według niej byłoby, gdyby każde miejsce siedzące opatrzone było odpowiednią rezerwacją dla koleżanek Babci i koleżanek koleżanek. Pod żadnym pozorem nie mogą ich zajmować zmęczeni po pracy młodzi ludzie. Swoją drogą, czy to nie interesujące, że Autobusowa Babcia potrafi dobiec do uciekającego autobusu i wolnego miejsca, a nie wytrzymuje stania w trakcie drogi z jednego przystanku do drugiego?

Drugim denerwującym mnie w ogromnym stopniu przykładem współpasażera jest grupka „dresików” lub panienek o teksturze cieczy – spod dekoltu wylewają się (o ironio, zazwyczaj małe) piersi, a z twarzy spływa podkład nakładany szpachlą i pokaźne ilości tuszu do rzęs (uwydatniającego… bynajmniej nie rzęsy, a efekt pajęczych odnóży) i eyelinera rozmazanego po całej powiece (bo kreski są takie feszyn). Charakteryzują się głośnymi śmiechami, uderzaniem pięściami i stopami o wszystko, co znajduje się w pobliżu. W przerwie pomiędzy tymi produktywnymi zajęciami lubią wypić piwko na końcu autobusu… Albo i dwa piwka. Ewentualnie, jak to mówią, „sienaebadź”.

A jacy pasażerowie denerwują was najbardziej? Chętnie posłucham o innych monstrach komunikacji miejskiej. ;)

Advertisements

5 thoughts on “Z życia pasażera

  1. Za autobusami nie przepadam, chociaż też bez przesady, ale UWIELBIAM TRAMWAJE. Mogłabym nimi podróżować całe życie, nawet mimo tych wszystkich niedogodności. W ogóle mam słabość do szynowych pojazdów, w których nie działa choroba lokomocyjna i można spokojnie wyglądać przez szybki na otaczający nas świat. Kocham zwłaszcza stare tramwaje, bo te nowe wydają jakieś kosmiczne dźwięki, a to mi się nie podoba. Wtedy klimat umyka, chociaż… I do tego zaczynam się przyzwyczajać. Takie sci-fi trochę, haha. Anyway, przez większość życia podróżuję tramwajami, autobusami i pociągami, i dalej uważam, że auto jest gorszą opcją, mimo że praktyczniejszą. W samochodach męczę się dużo bardziej.
    PS. Odpowiadając na twoje pytanie, mam kilka typów pasażerów, których nie znoszę. Starsze panie nie wadzą mi aż tak, chyba że te naprawdę natrętne. Bardziej przeszkadzają mi plotkary, które streszczają koleżankom ich życiowe problemy przez telefon lub osobiście. Kolejni, nie mniej irytujący, a może nawet bardziej są pasażerowie, którzy celowo robią wszystko, by uprzykrzać życie innym, bo uważają to za zabawne. Nie lubię też żuli śmierdzących na kilometr oraz, przeciwstawnie do złych babć, wszystko-w-dupie-mających nastolatków, którzy rozkładają się w krzesełku jak na leżaku, nakładają słuchawki i udają, że nie widzą słabych staruszek, które stoją obok. Może nie wszystkie są sympatyczne, ale większość z nich potrzebuje usiąść bardziej, niż zmęczony młody człowiek. Sama siedzę, gdy źle się czuję, ale gdy widzę, że wchodzi ktoś starszy, a mam chociaż minimum sił, to ustępuję, bo tego wymaga kultura.
    PPS. BONUS! Nienawidzę także niektórych MOTORNICZYCH. Najgorsi są ci rozgadani, którzy przewożą kolegów, żeby z nimi plotkować, tacy, co gadają ciągle przez telefon i narzekają na swój ciężki los (NIE MOGĘ ZJEŚĆ KANAPKI PROWADZĄC TRAMWAJ, OMG), w dupie mając upomnienia pasażerów. Ostatnim typem są motorniczy o najgorszym guście muzycznym na świecie, którzy to radio włączają jakby na złość. Modlę się wtedy w duchu, żeby zmienili częstotliwość na cokolwiek, naprawdę, byle nie to. Dosłownie ryją banię radiem.

    Lubię to

    • O tak, tramwaje, a jeszcze bardziej pociągi – moja życiowa miłość! O ile nie są po brzegi wypełnione. Co do kierowców – ostatnio miałam okazję uczestniczyć w dyskotece w autobusie. Radio włączone na full, wyjebane na pasażerów. Przyciszał je tylko kiedy zadzwonił do niego koleżka, żeby móc sobie z nim pogawędzić. Ugh. Niektórych z tej roboty powinno się po prostu wyrzucić.

      Lubię to

  2. A ja nie wypowiadałbym się aż tak krytycznie na ten temat, przynajmniej jeśli chodzi o środki różne od autobusu. Gdybym z jednego miejsca pracy do drugiego miał przemieszczać się autem, zajmowałoby mi to około półtorej godziny. Za to tramwajami i metrem daję radę w połowę tego czasu.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Masz absolutną rację :)
    Mnie najbardziej irytuję zachowanie starszych ludzi w autobusie.
    Kiedyś miałam taką sytuację, że siedziałam sobie na siedzeniu, autobus był lekko zapełniony, ale było miejsce do spoczynku. Koło mnie było wolne miejsce, spokojnie sobie siedziałam gdy nagle przyszła jakaś starsza pani i stanęła koło mnie. Kiedy po 2-3 minutach spytałam się czy chce usiąść ona odparła z uśmiechem, że tak. Widząc to, że w autobusie jest pełno miejsca do siedzenia.
    dear-victoriaa.blogspot.com

    Lubię to

Dodaj myśl

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s