Najpiękniejszy dzień w moim życiu

Dwunasty sierpnia okazał się być najpiękniejszym dniem w moim życiu. Szczęście przyszło całkiem niespodziewanie, wyłoniło się zza rogu. A może to mi udało się je w końcu złapać w dłonie, jak wielobarwnego motyla, który zawsze jest gdzieś w pobliżu, ale wciąż ucieka? Może właśnie mi udało się odjąć jeszcze jedną cegiełkę z muru, który mnie otacza? (Czekam na stwierdzenie, że przedawkowałam Pink Floyd.)

Cieszę się jak dziecko z tego, co mnie dziś spotkało.
Czytaj dalej

Nie tylko krowa daje mleko! (+ pudding z nasionek chia)

Ci, którzy mnie znają lub obserwują na Instagramie wiedzą, że nie jestem statystyczną Polką, która na obiad zjada schaboszczaka na pół talerza, do tego ziemniaki, a suróweczki… jak kot napłakał. Wolę zielsko. ;) Około dwa miesiące temu podstawą mojej diety stały się owoce i warzywa. Ograniczam także nabiał, w przyszłości jednak także zamierzam go wyeliminować. Możecie uznać, że nie mam co jeść, a ja w międzyczasie będę zagryzać przepysznego pikantnego burgera z ciecierzycy i kukurydzy, z mnóstwem sałaty i pomidorem. Tak.
Czytaj dalej

„Poezjo, pod twoją obronę…”

Być może zdążyliście już zauważyć, że nie jest to blog skupiający się wyłącznie na kosmetykach czy ciuchach. Zupełnie nie to jest moim celem. Dzielę się tu moimi przemyśleniami, oddaję część siebie. Pozwalam się poznać. Takim jestem już człowiekiem – niezbyt dużo mówię w rzeczywistości, za to daję słowom frunąć wciskając klawisze. Układam wielobarwne słowa, tworząc zdania. Czasem mniej, czasem bardziej sensowne. Czasem mniej, czasem bardziej dosadne. Ci, którzy choć trochę mnie znają, wiedzą, że jest to właściwie moje ulubione zajęcie. To zabawne, bo ciężko jest mi sklecić jakiekolwiek zdanie używając w tym celu ust i języka. Zamiast tego wybieram pióro i kartkę papieru. Piszę. Jak już wspominałam – ci, którzy mnie znają, wiedzą.

Póki co nie mam zamiaru dzielić się swoją pseudo-twórczością. Chciałabym za to opowiedzieć Wam co nieco o moim stosunku do poezji.
Czytaj dalej